home | login | register | DMCA | contacts | help | donate |      

A B C D E F G H I J K L M N O P Q R S T U V W X Y Z
À Á Â Ã Ä Å Æ Ç È É Ê Ë Ì Í Î Ï Ð Ñ Ò Ó Ô Õ Ö × Ø Ù Ý Þ ß


my bookshelf | genres | recommend | rating of books | rating of authors | reviews | new | ôîðóì | collections | ÷èòàëêè | àâòîðàì | add

ðåêëàìà - advertisement



Rozdzial XI

Ze spuszczona glowa nad stolem stojac, ksiadz Teodoryk przypatrywal sie, jak na goracym wosku pisarz Tylon ogromna piecze'c wyciskal. 'Swiezo ona byla wyrzezana z porady 'Swinki arcybiskupa na wieksza zgryzote innym polskim ksiazetom, a staly na niej dokola slowa:

Reddidit Ipse Solus Victricia Signa Polonis.

(On sam przywr'ocil Polakom zwycieskie znamiona).

On i Tylon, gladzac br'odke swa kr'otko postrzyzona, przygladali sie z uczuciami r'oznymi tej pieczeci majestatycznej, kt'ora po raz pierwszy zawiesi'c miano u pargaminu[197] na jedwabnym sznurze.

— A co — odezwal sie Tylon do zadumanego Teodoryka — a co? Nie jest-ze wspaniala? Nie majestatyczna? Nie pa'nska? Nie kr'olewska? Maja 'slascy czarnego orla, my bialego… Juz na naszej pieczeci nie lada je'zdziec na szkapie, co przystal ksiazetom, ale orzel, jakby cesarski! I napis piekny; nie chwalac sie, jam go ukladal: Sigillum Praemislai Polonorum Regis et Ducis Pomeraniae[198].

Polonorum polozylem nie bez my'sli — zjedza sie ze zlo'sci!

U'smiechnal sie Tylon i dodal:

— Takiej pieczeci u nas nie bywalo ni u zadnego z pan'ow naszych!

— A wy sie tym cieszycie — spytal Teodoryk.

— Jakze nie!

— Ja za's… nie ciesze sie — rzekl lektor, potrzasajac glowa. — Wiecie dlaczego? Bo ja wole moc i wladze niz trabe i chwalbe, wole czyn niz slowo. Ale wy'scie, panie pisarzu, mezem slowa i w moc jego wierzycie.

— Pewnie! — zawolal Tylon. — B'og nas nauczyl, ze slowo sie staje cialem i ze co ma by'c czynem, wprz'ody my'sla by'c musi!

Zamilkl i wracajac do pierwszego wesolego nastroju poczal znowu:

— Niech sie ksiazatka w'sciekaja! Niech sie zloszcza! Niech gryza nieprzypaciele! Kt'ory z nich na te piecze'c spojrzy, ciarki p'ojda po nim! Polonorum na niej stoi… Sapienti sat[199]! Arcybiskup mnie za to w glowe pocalowal!

Reka zamachnal dokola.

— Zagarniemy wszystko!

Teodoryk smutnie sie jako's u'smiechal.

— Daj to Boze — odezwal sie — ale mnie by sie widzialo nie trabi'c z wiezy, dop'oki sie nie pokona, nie ostrzega'c, ze sie bi'c bedzie, aby sie miano na pieczy, nie drazni'c zlego zwierza.

— Niech drza! — krzyknal Tylon. — Victricia Signa[200] nasze, a jak to 'slicznie brzmi! Reddidit ipse solus[201]…

— M'oj ojcze — odparl Teodoryk. — Niekoniecznie oni na placu boju walke nam wypowiedza. Albo ze'scie nie slyszeli o truci'znie, co we Wroclawiu sprzatnela tych, kt'orzy zawadzali, albo nie wiecie, co Bialego spotkalo[202]?

Tylon oburzyl sie.

— Mamy dobra piecze nad panem! Oho, oho! Nie b'ojcie sie! Ludzie go jak oka we lbie strzega!

Lektor zacial usta i pomilczal.

— Tak, miejciez piecze! — i urwawszy, dodal: — Co to ja slysze! Kr'ol pono na zapusty[203] do Rogo'zna sie wybiera!

— Na zapusty? Tak jest — rzekl Tylon. — Slusznie mu nalezy, aby sie rozerwal i odetchnal i on, i dw'or.

— A w Poznaniu nie moze? — wtracil Teodoryk.

Tylon usta 'sciagnal pociesznie w ryjek, chuda reka przebieral po powietrzu, palcami poruszal, niby im co's m'owi'c nakazujac, czego Teodoryk zrozumie'c nie m'ogl.

Chrzaknal potem, a widzac, ze ksiadz ja'sniejszego oczekuje tlumaczenia, szybko mrucze'c zaczal:

— Czyz wam, bracie Teodoryku, wam, co slyszeli'scie, jak trawa ro'snie i co z soba ptacy na galeziach rozmawiaja, wam, co widzicie w ciemno'sciach, slyszycie w milczeniu, wam ja potrzebuje wyklada'c i rozja'snia'c, dlaczego kr'olowi lepiej beda smakowa'c w Rogo'znie?

Ks. Teodoryk milczeniem i wejrzeniem dal do zrozumienia, ze bad'z co bad'z potrzebowal tego tlumacza. Stary notariusz oczki zmruzyl.

— Ojcze kochany — rzekl cicho — nie ma wiekszego wielbiciela kr'olowa, pani nasza, nade mnie. Niewiasta jest cn'ot wielkich i majestatu poteznego, ale niewesola! Kolo niej tez smutno, cicho. Za nia wszedzie chodzi ten majestat jej, powaga — decorum[204]! Roz'smia'c sie przy niej nie godzi, bo sie namarszczy, za'spiewa'c wara, bo to jej godno'sci ubliza. Widzieli'scie wy ja kiedy inaczej jak kr'olowa? Idzie do loza nia i wstaje w koronie. Niewiasty w niej malo. Spojrzawszy na nia, strach 'swiety ogarnia. Ot'oz, widzicie, bracie Teodoryku, w ko'ncu panu niestaremu, bo'c mlodym sie jeszcze zwa'c moze, zapragnie sie troche swobody i czlowiecze'nstwa!

Spu'scil glowe i rece rozstawil szeroko.

— Humanum est[205]!

— Smutna to rzecz — westchnal ksiadz Teodoryk. — Kr'olowie nie maja czasu dla siebie zy'c a wesela szuka'c, kr'olowanie kapla'nstwem jest. Kto namaszczon byl, ze czlowiecze'nstwa sie wyzu'c powinien.

— Miejciez wy lito's'c nad nim! — szepnal Tylon.

— Ja, ja, m'oj ojcze — odparl lektor — nie tylko lito's'c dla'n, ale milo's'c mam. Na wiele rzeczy oczy przymruzam, lecz smutno mi i biedno, gdy my'sle, ze on musi szuka'c roztargnienia w Rogo'znie! 'Sciagnie sie tam do niego pewnie na zapust duzo ziemian wesolych, palki sobie pozalewaja, poczna sie swawole… Panu nie tylko w nich by'c, ale patrze'c na nie nie przystalo.

— Za surowi bo jeste'scie — mruknal Tylon. — Niechby to m'owil arcybiskup albo ksiadz Wincenty, ale wy, co 'swiat znacie!…

— M'oj ojcze — zywo wtracil Teodoryk — mnie na ostatek nie o zabawe idzie, ale sie… boje!

Notariusz roz'smial sie tak serdecznie, szeroko, iz lektor zawstydzony sie zmieszal.

— Boicie sie o niego? Gdzie? Pod nosem? Na naszej ziemi? w Rogo'znie? Tam, gdzie go najlepsi otocza przyjaciele?

— I gdzie najgorsi, bo skryci, wrogowie wcisna'c sie moga!

— No, no! — przerwal Tylon znowu z milo'scia wielka przypatrujacy sie swej pieczeci. — Slyszemy od lat wielu o tych Zarebach i Naleczach, ale to gwar pusty. Porozlazilo sie to po 'swiecie, nie ma ich i znaku. Ci, co w domu zostali, do lask sie wpraszaja. Strach'ow sobie z tego pr'oznych czyni'c nie trzeba!

— Niech i tak bedzie — rzekl Teodoryk. — Zawsze wolalbym zapusty w Poznaniu niz w Rogo'znie.

— Na wielki post powr'oci z nami 'spiewa'c zale do Poznania.

Tylon, zamknawszy tym niemila mu rozmowe, dodal piecze'c podnoszac:

— Patrzcie no, ojcze m'oj, jak rozumnym byl 'sp. Boleslaw kaliski, dobrodziej nasz, gdy Judeom przywilej nadal[206], aby mieli u nas opieke i bezpiecze'nstwo! A kto by nam tu teraz taka piecze'c wyrzezal, gdyby nie bylo Samuela, syna Judy! Kto nam pieniadze bije? Tez Judeus! Kto klejnoty oprawia? Kto grzywien pozycza? Kto drogie bisiory przywozi? Ludzie rozumni sa i do wszystkiego!

Na te pochwaly skrzywil sie lektor.

— Jednak — rzekl — ksiadz pasterz nasz gnie'znie'nski rozumnie takze uczynil, gdy na synodzie, jak po innych krajach sie wodzi, nakazal spiczaste glowy nakrycia i k'olka czerwone nosi'c na piersiach.

Stary Tylon spu'scil glowe, nie 'smiejac przeczy'c, ze ustawa synodu dobra by'c musiala.

Dzialo sie to w pierwszych dniach lutego. Jak Teodoryk m'owil, w istocie kr'ol wybieral sie na lowy w lasy pod Rogo'zno, kilka dni zamierzajac w miasteczku tym spedzi'c na spoczynku i zabawie.

Im ostrzejsze byly posty 'owczesne, tym miesopust[207] szumniej obchodzono jadlem i napojem, nieraz pie'sniami i skokami, kt'ore nagle Popielec przerywal smutnym pieniem poboznym o mece Zbawiciela. Na zamku w Poznaniu, jak m'owil Tylon, kr'olowa nie bardzo dawala szale'c, nawet w zapusty. Pani byla surowa i o godno's'c swa frasobliwa wielce, szumnej rozpasanej wesolo'sci nie lubila nigdy. Do's'c bylo, by na kr'ola spojrzala, wnet Przemyslaw, gdyby najbardziej rozochocony, powaznial i chmurzyl sie. Nic tez dla dworu kr'olewskiego dziwnego w tym nie bylo, iz chcial z zamku zjecha'c nieco i w gronie wesolych towarzysz'ow odpocza'c, po'smia'c sie, dobrej uzy'c my'sli.

Kr'olowa, cho'c niezbyt lubila te mezowskie wycieczki, wzbrania'c ich panu swemu nie 'smiala. Obiecywala sie z rychlym powrotem. Zostawala na'owczas na zamku sama z surowo trzymanym dworem i c'oreczka podrastajaca. Szyla na krosnach, kazala sobie czyta'c kapelanowi lub patrzala na dzieciece zabawy mlodej Ryksy.

Wla'snie orszak kr'olewski z zamku mial wyciaga'c, a kr'olowa przypatrywala mu sie nie widziana. Na twarzach towarzyszy'c majacych panu lowc'ow, dworzan, czeladzi wida'c bylo rado's'c, jakby sie z niewoli wyrywali. Tlumili ja tylko obawiajac sie, by jej surowa pani nie postrzegla. Bystre jej oko dobrze rozeznawalo wszystko i czytalo w twarzach ludzi.

Smutna sie stala, gdy ujrzala w ko'ncu wychodzacego kr'ola, kt'ory na ko'n mial siada'c r'ownie rozweselony i 'smiejacy sie, jak ci, co go otaczali. Domy'slila sie, przeczula, co sie w duszach tych ludzi i malzonka jej dzialo. Bylo im tu za ciasno, ani wykrzykna'c, ni hukna'c, ni poszale'c, ni napi'c sie zbytnio nie bylo wolno. Tam mogli sobie cugle pu'sci'c swobodnie.

Kr'ol u'smiechal sie, rozprawial zywo, o dostoje'nstwie swym zapominal. Widziany tak z dala calkiem innym byl czlowiekiem niz ten, kt'orego ona z bliska znala. Wydal sie jej niemal politowania godnym. Miala mu za zle, ze na chwile zapomnial sie, byl… czlowiekiem tylko. Na my'sl jej przyszly Mina, Lukierda i stare mlodo'sci dzieje — wszystko, co jej o nim opowiadano. Westchnela i zapu'scila na okno zaslone.

Z wesolymi, cho'c tlumionymi, u'smiechy wyciagali my'sliwi, odzywaly sie trabki, psy poszczekiwaly rado'snie, konie ra'zno bily kopytami o zamarzla ziemie i prychaly. Z psiarni tylko, w kt'orej reszta sobak byla zamknieta, w tejze chwili odezwal sie glos zlowrogi. Pies jeden zawyl zalo'snie, za nim reszta uwiezionych poczela przera'zliwie zawodzi'c i wla'snie, gdy kr'ol bramy pomijal, wycie ich rozleglo sie w podw'orcach. A cho'c czelad'z, psiarze i psiarki pobiegli chlosta'c, ogary wyly dlugo, a ich zalosne jeki echem bole'sci i trwogi odbily sie w sercu kr'olowej.

Cicho i pusto bylo dni nastepnych na grodzie. Tydzie'n przeszlo minal tak w jakim's milczeniu zlowrogim, a kr'ol nie powracal jeszcze. Ci, co od niego do Poznania przybyli, opowiadali, iz sie zatrzymal w Rogo'znie na gr'odku, chwalac sie, ze im tam wesolo bylo, ze co wieczora w br'od miod'ow dawano, ziemianie z niewiastami swymi przybywali i plasano a 'spiewano i radowano sie. Kr'ol tez mial by'c wes'ol, jak rzadko, zartowal, rozmawial i laskami obsypywal. Kto m'ogl, znikal z Poznania i uchodzil na miesopust do Rogo'zna, aby sie tam zabawi'c z drugimi. Pod r'oznymi pozorami wymykali sie tam ludzie.

— Jeszcze'smy, jak nastala nowa pani, nigdy takich zapust nie mieli! — chwalili sie dworzanie.

Kr'olowa niespokojna troche slala na zwiady, niemile slyszac o tych zabawach w Rogo'znie.

Na drugi dzie'n po 'swietej Dorocie z rana tak jeszcze na zamku cicho bylo, jak dni poprzednich. Tylon w swej izdebce na wosku wyciskal coraz nowe pieczecie. Ksiadz Teodoryk, kt'ory pozostal w Poznaniu, chodzil na sluzbe do kr'olowej, teskniac za panem, niepokojac sie o niego. Kanclerz Wincenty, majac wiele na swej glowie, dopominal sie powrotu kr'ola. Dzie'n tak uplynal caly, cicho, glucho, bez wie'sci o nim.

Wrota juz zawiera'c miano, gdy do nich dopadl czlek konno, na zziajanej szkapie i, rzuciwszy ja pierwszemu, kt'orego spotkal, pedem pobiegl do biskupa. Tego nie znalazlszy w domu, bo do Trzemeszna zjechal, wpadl jak oszalaly do kanclerza. Ksiadz Wincenty wla'snie wieczorne odmawial pacierze, w kominie sie troche przygaslego ognia zarzylo i wchodzacego wzial za chlopca swego. Stekanie jakie's uslyszawszy, dopiero zblizyl sie do stojacego przy progu. Czlowiek blady, przerazony, niemy, kt'oremu wargi dygotaly, z wlosem rozczochranym stal przed nim, zywy obraz przerazenia i bole'sci.

Kanclerz, ujrzawszy go, wykrzyknal:

— Czlecze, co ci jest?!

Nie mogac m'owi'c, ryknal zapytany placzem wielkim, oczy sobie zakryl i padl na kolana.

Strach ogarnal kanclerza.

— Czlecze, na Boga! Co ci jest? — powt'orzyl.

Ale jeszcze usta jego pr'ocz jeku nic wyda'c nie mogly.

Wtem drzwi sie rozwarly szeroko i ksiadz Teodoryk, kt'ory konia porzuconego u wr'ot poznal, iz nalezal do jednego z tych, co z panem byli w Rogo'znie, wbiegl, a kleczacego i zachodzacego sie od placzu postrzeglszy, wykrzyknal:

— Boze wielki! M'ow, co sie stalo? Ty's z Rogo'zna!

Z ust nare'scie wyrwalo sie posla'ncowi:

— Kr'ol zabit!

Jednym jekiem oba duchowni odpowiedzieli. Dlugo potrzeba bylo rze'zwi'c i uspokaja'c czlowieka, nim m'ogl zacza'c opowiada'c:

„O, nieszcze'sliwa godzina! nieszcze'sliwa godzina! Brandeburczyk'ow dwu, Zarebowie i Nalecze, gdy pan i wszyscy po dlugich godach spali snem twardym, nad rankiem na bezbronnych nas napadli. Zrobila sie wrzawa okrutna. Jam poslyszawszy ja, zerwal sie i biegl ku panu na p'ol nagi, kord tylko pochwyciwszy. Ale za zgraja Sas'ow i tych lotr'ow juz docisna'c sie nie bylo mozna. Kr'ola wywlekli, ciagneli, naigrawajac sie i bijac. On z tymi, co przy nim byli, jak lew sie bronil. Padlo lotr'ow dosy'c trupem. Patrzalem, jak Nalecza Pawlka cial w glowe, az runal i wyzional ducha.

Gdym, mieczem torujac sobie droge, przeciskal sie do niego, zobaczylem, jak krwia oplynawszy caly, zachwial sie i upadl na ziemie. Sasy go zaraz, wrzeszczac, pochwycili. Nie wiem juz, co sie ze mna dzialo ani jakom ja, cho'c poraniony, m'ogl z dusza uj's'c od nich.

Wyciagneli go juz omdlalego, wolajac i cieszac sie, w podw'orko — w koszuli calej zbroczonej i pocietej. Nuz go na ko'n sadza'c a wiaza'c, ale sie biedny pan na nim juz utrzyma'c nie m'ogl i padal z niego. Co go wciagna, to jak trup sie 'sli'znie i — leci. Zycie w nim bylo jeszcze przecie, jeki slyszalem. Podnie'sli go na w'oz lada jaki, chcac na nim uwie'z'c Brandeburczyki, ale i z wozu sie obalil. Dopiero, nakluwszy jeszcze, porzucili.

Jam sie przedzieral chcac tam pa's'c, gdzie i on, gdy patrze, Michno Zareba stoi nad nim, noge mu na piersi postawil i chyli sie do'n.

— Jeszcze by's zyl! — zaryczal mu nad uchem.

— We'zcie mnie! Ratujcie! — odezwal sie kr'ol, glosu dobywajac slabego. Nie wiedzial snad'z[208], do kogo m'owil. — We'zcie, a na loze zanie'scie… zycie powr'oci!

Poslyszawszy to, Michno nagle podni'osl miecz w g'ore i oburacz go wrazil w piersi, przybijajac do ziemi, a nad uchem mu krzyknal: „Lukierda!”

Kanclerz i ksiadz Teodoryk rece zalamali. Stalo sie milczenie straszne, poslaniec na ziemi legl i wil sie, a plakal.

Tak sko'nczyl kr'ol 'ow siedmiomiesieczny, po kt'orym plakali wszyscy. Lud widzial w tym zgonie jego pomste boza za zgon niewinnej Lukierdy[209].

Jolanta — c'orka kr'ola wegierskiego Beli IV, siostra Kingi, zony Boleslawa Wstydliwego.

szkarlat — kosztowna krwistoczerwona tkanina jedwabna lub welniana.

bisior — cienka i kosztowna tkanina.

sk'orznie — wysokie buty sk'orzane.

patrzac — dzi's popr.: gdy patrzyl.

poruczy'c (daw.) — powierzy'c.

panowie krzyzowi — zakon krzyzacki.

Mszczuj — Mestwin I (ok. 1220–1294), ksiaze pomorski.

siostra — tu: zakonnica.

Pudyk — Boleslaw Wstydliwy (1226–1279), ksiaze krakowski, ost. przedstawiciel malopolskiej linii Piast'ow (z lac. Pudicus).

bielizna (daw.) — tu: odziez lniana.

opona (daw.) — zaslona.

poczczenie (daw.) — tu: okazanie szacunku.

posapny — dzi's popr.: posepny.

doma (daw.) — w domu.

powolny (daw.) — posluszny.

zimnica — malaria bad'z inna choroba objawiajaca sie naprzemienna goraczka i dreszczami.

czelad'z — sluzba.

oddzierza'c (daw.) — otrzyma'c.

Jadwiga, Salomea i Kinga — Jadwiga (ok. 1178–1243), zona Henryka Brodatego; Salomea (1211/12–1268), siostra Boleslawa Wstydliwego, kr'olowa Halicza i Wegier; Kinga a. Kunegunda (1234–1292), zona Boleslawa Wstydliwego. Kazda z nich opu'scila meza, by osia's'c w klasztorze.

nazad (daw.) — z powrotem.

przem'oc (daw.) — pokona'c.

razem (daw.) — naraz, jednocze'snie.

przywie's'c (daw.) — przyprowadzi'c.

roz'smial sie — dzi's popr. forma 3.os. lp. cz. przesz.: roze'smial sie.

notarialna nauka — umiejetno's'c tworzenia pism urzedowych.

caro infirma (lac.) — cialo slabe.

nie stanie (daw.) — zabraknie.

podczaszy (daw.) — urzednik dworski podajacy wina.

podkomorzy (daw.) — zarzadca ksiazecego dworu.

ochmistrz (daw.) — urzednik zarzadzajacy dworem.

lowczy (daw.) — urzednik dworski odpowiedzialny za organizacje polowa'n.

huba — hubka, miazsz huby, grzyba rosnacego na pniach drzew, uzywany do rozniecania ognia z pomoca krzesiwa.

pylki (z ros.) — sklonny do gniewu, popedliwy.

worek — mowa o sakiewce z pieniedzmi.

nieprzytomny (daw.) — nieobecny.

ged'zba (daw.) — muzyka.

swad'zba — wyswatanie malze'nstwa.

jagody — dzi's popr. forma N.lm: jagodami.

Lukierda — wla'sc. Ludgarda meklemburska (1260/61–1283), c'orka Henryka I Pielgrzyma i Anastazji Barnim'owny, zona Przemysla II.

Murawa — prawdop. chodzi o Marzanne, symbolizujaca 'smier'c.

prawie (daw.) — naprawde.

ge'sl — slowia'nski instrument strunowy.

kosa (daw.) — warkocz.

kusy (daw.) — kr'otki.

bohdanka (daw.) — ukochana.

Kupala — 'swieto slowia'nskie, siegajace czas'ow poga'nskich, po wej'sciu chrze'scija'nstwa okre'slane jako Noc 'Swietoja'nska.

zaby'c (z ros.) — zapomnie'c.

baldakim — dzi's popr.: baldachim.

kasztelan (daw.) — urzednik zarzadzajacy grodem i podleglym mu okregiem.

majaczalo — dzi's popr.: majaczylo.

powisemko (rus.) — pasemko, pek.

brzemie — ciezar.

kolce — rodzaj bransoletki.

galon — zlota lub srebrna ta'sma obszywajaca krawedzie materialu.

opona (daw.) — zaslona.

dla (daw.) — z powodu.

poszlakowa'c (daw.) — wy'sledzi'c.

podejrzywajac — dzi's popr.: podejrzewajac.

zadanie (daw.) — urok, zly czar.

po stole — tu: po posilku, po obiedzie.

szranki — ogrodzenie placu turniejowego, przen.: turniej rycerski.

przytomno's'c (daw.) — obecno's'c.

nie praw byl (daw.) — nie nalezalo mu sie.

plocho's'c (daw.) — niestalo's'c.

okrom (daw.) — opr'ocz.

Leszek Czarny (1241-1288) — ksiaze sieradzki i leczycki, kt'ory otrzymal dzielnice krakowska po bezdzietnym Boleslawie Wstydliwym.

miesza'c — dzi's popr.: miesza'c.

srom (daw.) — wstyd.

sroma'c sie (daw.) — wstydzi'c sie.

Krzywousta — archaiczna forma przydomka Boleslawa Krzywoustego.

Polska Wieksza — Wielkopolska (dosl. tlum. z lac. Polonia Maior).

ino — tylko.

nazad (daw.) — z powrotem.

ka'sle'c — dzi's popr.: kaszle'c.

wynij's'c — dzi's popr.: wyj's'c.

nasiadl sie — tu: zawzial sie.

Pudyk — Boleslaw Wstydliwy (1226–1279), ksiaze krakowski, ost. przedstawiciel malopolskiej linii Piast'ow (z lac. Pudicus).

Mi'snianie — ludno's'c Marchii Mi'snie'nskiej (obecnie Saksonii).

wcale (daw.) — calkiem.

grzywna — jednostka pieniezna wagi p'ol funta srebra.

ged'zba (daw.) — muzyka.

Henryczek […] 'spiewki sklada'c umie — Henryk IV Probus (1257/8–1290) ksiaze wroclawski, pod koniec zycia r'owniez krakowski, w mlodo'sci pr'obowal swych sil jako minnesanger.

wschody — dzi's popr.: schody.

burgrabia (daw.) — zarzadca zamku.

zm'oc (daw.) — pokona'c.

zmiarkowa'c (daw.) — zrozumie'c, zorientowa'c sie.

mir (daw.) — szacunek, powazanie.

zaslona — tu: chustka na glowie, zaslaniajaca tez cze's'c twarzy.

lichwa — pozyczka na procent, tu: procent.

dwornia (daw.) — sluzba dworska.

jatka (daw.) — rze'znia.

poz'or (daw.) — wyglad.

synod — zjazd duchowie'nstwa podejmujacego decyzje w sprawach ko'scielnych.

fizjognomia (daw.) — twarz.

brakowa'c (daw.) — tu: sprawdza'c wage (z obawy przed falszerstwem).

razem (daw.) — naraz, jednocze'snie.

ciura (daw.) — sluga w obozie wojskowym.

kopa (daw.) — 60 sztuk.

kuny — chodzi o sk'ory kun.

sukna postaw — zw'oj sukna.

gzlo (daw.) — koszula.

marcha (z niem.) — szkapa.

'cma (daw.) — tlum.

pater spiritualis (lac.) — ojciec duchowny.

odkaza'c (daw.) — przekaza'c.

rekojmia (daw.) — gwarancja.

komornik (daw.) — urzednik dworski opiekujacy sie pokojami i sprzetami.

agenda (lac.) — ksiazka opisujaca spos'ob wykonywania obrzed'ow ko'scielnych.

stepak — ko'n idacy stepa, tj. powolnym krokiem.

powolny — dzi's popr.: posluszny.

od czasu jake'smy korone Ottonowska stracili — autor mylnie sugeruje, ze zjazd gnie'znie'nski byl tozsamy z koronacja Boleslawa Chrobrego.

zawisly (daw.) — zalezny.

zafrasowany (daw.) — zmartwiony, zasmucony.

tenli — ten z partykula pytajna -li.

plochy (daw.) — niestaly w uczuciach.

prokurator (daw.) — obro'nca.

wywr'ocony — tu: wzburzony.

czwal — dzi's popr.: cwal.

zawolanie (daw.) — okrzyk identyfikujacy r'od.

poszlakowa'c (daw.) — wytropi'c.

comes (lac.) — zarzadca prowincji w 'srdw. Polsce.

ha'c a. ga'c (rus.) — tama.

benedicite (lac.) — poblogoslawcie (pierwsze slowo modlitwy).

tyn — wal obronny z czestokolem.

suchoty — tu: 'scisly post.

trzebiez — grunt oczyszczony z zarastajacych go drzew.

rodzic — tu: rodak.

polica (daw.) — p'olka (etymologia: pie'n drzewa rozlupany na p'ol).

plomie — dzi's popr.: plomie'n.

non sum dignus (lac.) — nie jestem godzien.

miles (daw.) — zolnierz.

Ottokar — Przemysl Ottokar I (1253–1278), kr'ol Czech.

w kluby uja'c (daw.) — podda'c kontroli.

pensum (lac.) — tu: obowiazek, zadanie.

gracje — z lac. gratias agimus („Dzieki skladamy”), slowa modlitwy.

straciemy — dzi's popr. forma 3.os.lm. cz. przysz.: stracimy.

Kumanowie — Polowcy, lud koczowniczy przybyly znad Morza Czarnego na Wegry.

dla (daw.) — z powodu.

sad bozy — tu: rytualny pojedynek majacy 'swiadczy'c o winie lub niewinno'sci.

wieche'c — slomiany wieniec, zawieszany na szyi skaza'nca, by go upokorzy'c.

sko'nczemy — dzi's popr. forma 3.os.lm. cz. przysz.: sko'nczymy.

od poszlaku — tu: od podejrzenia.

przytomny (daw.) — obecny.

wyzena'c (daw.) — wygna'c.

rad (daw.) — zadowolony.

wywolany (daw.) — ogloszony przestepca i 'scigany.

przygodzi'c (daw.) — przydarzy'c.

wyzena'c (daw.) — wygna'c.

ochmistrz (daw.) — urzednik zarzadzajacy dworem.

'sw. Jadwiga (zm. 1243) — c'orka Bertolda IV, ksiecia Meranii, zona Henryka Brodatego.

rozterk (daw.) — sp'or, konflikt.

Henryk — Henryk IV Probus (1257/8–1290) ksiaze wroclawski, pod koniec zycia r'owniez krakowski.

je — dzi's popr.: ich.

powetowa'c (daw.) — zrekompensowa'c.

powolnie — dzi's popr.: powoli.

musiemy — dzi's popr. forma 3.os.lm. cz. przysz.: musimy.

interdykt (z lac.) — zakaz odprawiania mszy.

anathema — anatema, klatwa ko'scielna.

rzad — uprzaz ko'nska do jazdy wierzchem.

cale (daw.) — calkiem.

je — dzi's popr.: go.

dyby — kloda z otworami na rece i nogi wie'znia.

leciech — dzi's popr. forma Msc.lp: latach.

za nadra — dzi's: w zanadrzu.

kaleta (daw.) — sk'orzany woreczek na pieniadze.

z obreczem — dzi's popr.: z obrecza.

ged'zba (daw.) — muzyka.

znosi'c sie (daw.) (daw.) — spotyka'c sie, wsp'olpracowa'c.

fraszka (z wl.) — drobiazg.

powolny (daw.) — posluszny.

Szemsza — dzi's popr. forma B.lp: Szemsze.

wystawa (daw.) — pompa.

flamski (daw.) — flamandzki, tj. holenderski.

znaczny (daw.) — widoczny.

Henryk — Henryk V Brzuchaty (zm. 1296), syn Boleslawa Rogatki, ksiaze jaworski i legnicki.

o glowe — tu: o gl'owszczyzne, odszkodowanie za zab'ojstwo.

plochy (daw.) — niestaly w uczuciach, tu: lekkomy'slny.

przeciw niego — dzi's popr.: przeciw niemu.

przenosi'c (daw.) — preferowa'c.

ja'c (daw.) — zacza'c.

rozhowor (z rus.) — rozmowa.

niepoczesny (daw.) — niepozorny.

Pudyk — Boleslaw Wstydliwy (1226–1279), ksiaze krakowski, ost. przedstawiciel malopolskiej linii Piast'ow (z lac. Pudicus).

zamordowany meczennik — mowa o 'sw. Stanislawie.

oba — dzi's popr.: obaj.

humeral — biala chusta pozostajaca na ramionach kaplana podczas odprawiania mszy.

manipularz — rodzaj kr'otkiej stuly.

ohaci'c (daw.) — ogaci'c, tj. uszczelni'c chalupe, by nie ulatnialo sie z niej cieplo.

kl'odka — tu: mala kloda.

wojlok — filc gorszego gatunku, produkowany z odpad'ow welny.

kosa (daw.) — warkocz.

lga — dzi's popr. forma 3 os. trybu rozkazujacego: lza.

sila (daw.) — wiele.

plastr — dzi's popr.: plaster.

sprawiemy — dzi's popr. forma 3.os.lm. cz. przysz.: sprawimy.

pargamin — dzi's popr.: pergamin.

Sigillum Praemislai Polonorum Regis et Ducis Pomeraniae (lac.) — Piecze'c Przemyslawa, Kr'ola Polskiego i Ksiecia Pomorza.

sapienti sat (lac.) — madremu wystarczy.

Victricia Signa (lac.) — zwycieskie znaki.

Reddidit ipse solus (lac.) — on sam przywr'ocil.

Co Bialego spotkalo — Leszek Bialy (ok. 1184–1227), ksiaze krakowski, zostal zamordowany w czasie zjazdu w Gasawie.

zapusty — ostatnie dni karnawalu.

decorum (daw.) — stosowno's'c.

humanum est (lac.) — jest rzecza ludzka.

Judeom przywilej nadal — w 1264.

miesopust (daw.) — karnawal bad'z jego trzy ostatnie dni.

snad'z (daw.) — widocznie.

Opowiada Dlugosz za innymi, ze rody Zareb'ow i Nalecz'ow za udzial w tym zab'ojstwie dlugo pozbawione byly prawa noszenia sukni szkarlatnych i stawania przy popisach rycerstwa w osobnych szykach. Zdaje sie to jednak by'c p'o'zniej stworzona legenda lub stosuje do jakiej's galezi rodzin tych, gdyz wpredce potem Nalecz'ow widzimy na wysokich dostoje'nstwach, nawet w Wielkiej Polsce. [przypis autorski]


Rozdzia l X | Pogrobek |